Nadeszła jesień. Zrobiło się zimno, liście tracą swoją zieleń. To znak, że nadciąga sezon i trzeba znów wyruszyć na śnieg. Tak jak w zeszłym roku zaczynamy nasze poczynania na Litwie, a dokładnie w Druskiennikach. Oto krótka relacja z naszego wyjazdu. Zapraszam do lektury.

Parking naszego klubu. Siedzimy w siódemkę w busie. Wszystko zapakowane. Odpalamy playlistę „Ol de łej” na spotify’u i ruszamy w drogę niedługo po szesnastej. Słońce wychyla się zza chmur, żeby nas pożegnać, co w porównaniu z zeszłym rokiem, gdy rozpoczynaliśmy drogę w ulewie było miłym zaskoczeniem. Jest super! Jedziemy na deskę! Około północy czasu litewskiego jesteśmy na miejscu. Meldujemy się w swoich pokojach, upewniamy się, że każdy wie która jest godzina i ustalamy śniadanie na ósmą, żeby bez pośpiechu być wczesnym rankiem na hali i wykorzystać (jak zawsze rano) twardszy śnieg. Idziemy spać. Jutro ma być siła!!

IMG_5323

Pobudka! Do stołu zasiadamy już w bieliźnie termicznej. Każdy pożera odpowiednią dla niego ilość tostów i innych pyszności. Wsiadamy do samochodu i ruszamy do „lodówki”. Na miejscu jednak okazuje się, że troszkę przesadziliśmy. Dokładnie o trzy godziny. Jest piątek, a Snow Arena otwiera się o… dwunastej! Wracamy do apartamentu, uczymy się angielskiego z pokemonami, krótkie dospanie i jedziemy z powrotem. Dwunasta trzydzieści, a my jesteśmy już na stoku i robimy pierwsze rozgrzewkowe przejazdy. Zadaniem tego wyjazdu jest przypomnienie sobie jak się stoi na desce, no i może wpuszczenie zalążków nowych elementów technicznych, jakie będziemy rozwijać w tym sezonie. Niestety lodówka nas niemiło zaskoczyła, gdyż większa część stoku jest odgrodzona. Po drugiej stronie siatki jest dosłownie lodownia z torami do stawiania tyczek. W zeszłym roku była tego o wiele mniejsza powierzchnia. Pierwsza sesja treningowa trwa około trzech godzin. Wszyscy zrobili się już głodni, bo przecież zrobiła się już szesnasta. Zjadamy sobie obiad, makarony, pizze, grzanki. Po odpoczynku i wideo-analizie nagranych przejazdów na tablecie idziemy z powrotem na stok, gdzie pracujemy do dziewiętnastej. Po powrocie do domu wszyscy praktycznie padamy na nasze twarze, także kolacyjka, ogłoszenia dotyczące jutrzejszego dnia i wszyscy śpimy. Jutro hala otwiera się o dziesiątej. Wyśpimy się!

IMG_5328

O godzinie dziewiątej dziesięć, jesteśmy już wszyscy połowicznie przebrani i wsuwamy tosty robione przez dziewczyny. Do tego jakieś chrupeczki z mlekiem i OWOCOWY DŻEM RAPSODIA! Do Snow Areny towarzyszy nam muzyka typu nakręcająca. Po chwili jesteśmy znowu w zamrażarce. Trzy przejazdy na rozgrzewkę i zaczynamy trening. Skupiamy się na uginaniu nóg przez całą fazę skrętu, płynności i wchodzeniu na krawędzie. Twardo-deskowcy dodatkowo mają próbować przyspieszać w skrętach poprzez energiczne wyjście ze skrętu. Po około trzech godzinach przychodzi czas na obiadek, a że dziś sobota jest to idealny czas, bo przyszło sporo osób i zrobiło się troszkę tłoczno. Lunch znowu przepyszny – makaron z sosem musztardowym z nutką chrzanu, sałatki, zupa gulaszowa. Coś pięknego! Niestety tak pięknie nie było już na hali po naszym powrocie. Przez większą ilość osób śnieg się mocno „rozpaćkał”, a do tego nie będąc zmrożonym zaczął zostawiać na ślizgach warstwę, nazwijmy to brudu, który mocno hamował. Po niespełna godzinie doszliśmy z całą grupą do wniosku, że nie da się wykonywać ćwiczeń i że wracamy do domu. Z bólem wsiedliśmy do busa i ruszyliśmy na kwaterę. Rok szkolny działa już pełną parą, więc dzieciaki po powrocie zaczęły odrabiać zadane lekcje, uczyć się do klasówek, kartkówek, sprawdzianów, matur i czego tam jeszcze w szkołach nie wymyślą. Reszta dnia to robienie desek, oglądanie teledysków wraz z  analizą kroków tanecznych Maddie Ziegler i robienie remixu Requiem for a dream. Spać! Jutro ostatni dzień jeżdżenia!

snieg

Tego dnia również ruszyliśmy na halę na godzinę dziesiątą, spakowani gotowi do powrotu od razu po jeżdżeniu. Przed obiadem pojeździliśmy ponad trzy godzinki,. Ja zszedłem wcześniej, żeby przed drogą mieć trochę więcej czasu na odsapnięcie. Każdy miał jeździć ile da radę. Po spakowaniu sprzętu do busa i przebraniu się poszliśmy ( w cywilu) zjeść ostatni posiłek na Litwie na tym wyjeździe. Droga minęła nam niezwykle dobrze, we wspaniałej atmosferze. Nawigacja  wybrała krótszą trasę, lecz dzięki temu mogliśmy podziwiać tą naszą piękną polską jesień przekraczając granicę w lesie. Na miejsce zbiórki dotarliśmy około dwudziestej. Dzieciaki (chyba) nie do końca chętnie powsiadały do samochodów. W końcu następnego dnia miał być poniedziałek.

IMG_5327

Trzeba szykować następny wyjazd! Może trochę dalej?

 

Aleksander Kosacki

12651259_1313119905380080_2024693248255736398_n (1)