W dniach 07-08.04. odbyły się ostatni Puchar Europy w snowboardcrossie w sezonie 2017/2018 i Mistrzostwa Austrii Juniorów, w tej samej konkurencji. Nasz wyjazd zaczął się w czwartek (05.04). Musieliśmy dotrzeć na osiemnastą do Bad Gastein na odprawę, żeby odebrać karnety i dowiedzieć się więcej o treningu, który miał być w piątek. Dlatego też razem ze Stasiem i Gabrysiem rozpoczeliśmy swoją podróż po piątej. W końcu mieliśmy ponad tysiąc kilometrów drogi. Na szczęście nie mieliśmy żadnych przygód, wszystko poszło gładko i paraktycznie na miejscu byliśmy w pół do szóstej, także ze spokojną głową zdążyliśmy się zameldować i pójść na odprawę.

Trening miał trwać dwie godziny. Od trzynastej do piętnastej, a wcześniej przejazd inspekcyjny. Dzięki temu mieliśmy, a w zasadzie ja miałem szansę odespać podróż. Na stoku byliśmy przed dwunastą. Tego dnia, jak z resztą na całym wyjeździe pogoda była wprost cudowna. Praktycznie zero chmur, a koło południa temperatura przekraczała dwanaście stopni Celsjusza. Jeżeli chodzi o tor, to do łatwych on nie należał. Dość trudna sekcja startowa, na której praktycznie ważyły się losy zawodników. Oprócz wyprostowanych band i sekcji siedmiu rollerów jednym z problemów była ostatnia skocznia, która miała lądowanie na bandzie. Jeżeli się jej dobrze nie stłumiło, to miało się potem problem. Co do treningu, to wykorzystaliśmy jego czas w stu procentach. Chłopaki zrobili po sześć i siedem przejazdów, nastawienie na zawody było bardzo pozytywne. Po powrocie na kwaterkę przygotowaliśmy deski, zjedliśmy obiad, odhaczyliśmy następną odprawę i po niedługim czasie wolnym poszliśmy spać.

Pobudka. Śniadanie. Bang. Ósma dwanaście, a my jedziemy na ostatni Puchar Europy w sezonie.  Stok. Przejazd inspekcyjny. Przejazdy treningowe i zaczynamy. Najpierw jeden przejazd kwalifikacyjny, po którym ustawia się heaty. Do finałów wchodzą sześćdziesiąt cztery osoby, a że było pięćdziesięciu dwóch zawodników, to wszyscy mieli zapewnione ściganie się w trójkach i jednej czwórce. Zgadnijcie, kto jechał w tej jedynej czwórce? Oczywiście Stasiek z Gabrysiem, taki psikus od losu. Na kwalifikacjach Staśka niestety pokonała ta ostatnia skocznia z lądowaniem na bandzie, a Gabryś dostał w kość od sekcji startowej. Chłopaki jechali z czołowymi zawodnikami i niestety nie przeszli dalej. Tego dnia zjedliśmy obiad w knajpie na stoku, gdzie mieliśmy pięćdziesiąt procent zniżki na wszystko. Reszta dnia wyglądała tak samo. Deski, odprawa, odpoczynek i kima. Jutro plan godzinowy taki sam. No i kopiemy tyłeczki.

Pobudka. Śniadanie. Pakowanie. Sprzątanie. Bang. Ósma dwadzieścia jeden. Jesteśmy zapakowani, gdyż od razu po zawodach wyruszamy „damoj”. W niedzielę wiał wiatr, który przeszkadzał w jeżdżeniu dolnej części toru, a w zasadzie przy skokach. Przez to organizatorzy po chwili treningu puszczali tylko sekcję startową i rozmyślali, czy nie zrobić sprintu do drugiej bandy ale ostatecznie nie dałoby rady organizacyjnie tego zrobić, więc po przedłużonym treningu wystartowaliśmy normalnie. Tego dnia nie było przejazdów kwalifikacyjnych, tylko od razu ściganie w trójkach. Staśkowi udało się zakwalifikować do drugich przejazdów, niestety w następnym przejeździe błąd na sekcji startowej wykluczył go z dalszej rywalizacji. Gabriel miał dobry przejazd ale niestety przegrał wejście do następnego o dosłownie jeden włos. Pozostało nam pójść na obiad do wcześniej wspomnianej już knajpy na stoku, przebrać się na parkingu i ruszyć w stronę Polski. Podróż „z” minęła nam równie dobrze, jak ta „do”. Wróciliśmy z lekkim niedosytem ale nikomu nic się nie stało, a w przyszłym sezonie mamy plan jeździć na więcej zawodów tego typu, więc jeszcze się odegramy!

Alesandro Kosachi

Wyniki:

Puchar Europy – EC

Mistrzostwa Austrii Juniorów – NC

Media: