Snowboard jak powszechnie wiadomo jest sportem sezonowym. W Polsce zaczyna się jeździć w góry na początku grudnia, a i tak nie wszędzie i nie zawsze. Alternatywami są lodowce i hale, takie jak w Bispingen, Druskininkai bądź Landgraff. Są to jednak dość kosztowne wyprawy, a przydałoby się trenować cały rok. Jak to obejść? Jak trenować technikę snowboardową bez śniegu? Odpowiedź nasuwa się dość szybko i jest całkiem prosta. Deskorolka! Dzięki pomocy FishSkateboards, którzy wspomogli nas różnymi deskami od mniejszych cruiserów, po większe longboardy, możemy trenować w wiosnę, lato i jesień. Deski z kółkami stwarzają nam wiele możliwości, dzięki którym nasi zawodnicy mogą trenować większość rzeczy, które potrzebne będą nam w sezonie. Zacznijmy po kolei.

Prowadzimy trzy dwugodzinne treningi tygodniowo. W poniedziałki ćwiczymy aspekty techniczne (alternatywa dla snowboardu alpejskiego) na PGE Narodowym, a w środy i piątki udajemy się na pumptrack, co stanowi alternatywę dla snowboardcrossu. Obydwa rodzaje treningów preferują różnego typu sprzęt. Jeżeli mieliście okazję przejechać się wokół stadionu, na pewno zauważyliście dwa pochyłe „stoki”. Na tym mniej pochyłym zazwyczaj trenują młodzi rolkarze, zaś na bardziej stromym narciarze i my. Górka daję nam przyzwoitą prędkość, dzięki czemu możemy się mniej więcej poczuć jak na śniegu. Jak wspomniałem wcześniej, obydwa rodzaje treningów potrzebują „własnego” sprzętu. W przypadku treningu techniki na Narodowym używamy longboardów, a dokładnie modeli Viva la Cuba. Dzięki większym rozmiarom i niskim osadzeniu deski możemy wykonywać skręty w ustawieniu „neutralnym” , (tylna noga w poprzek deski, przednia lekko ustawiona do przodu), snowboardcrossowym (tylna noga ustawiona lekko w tył, przednia mocniej w przód) i alpejskim (tylna noga lekko w przód, przednia mocno w przód). Możemy wykonywać skręty cięte NW i WN. Co śmieszne tworzy się tu paradoks. Na snowboardzie zaczynamy od skrętów ślizgowych po cięte. Na asfalcie zaczynamy ciętymi, a kończymy na ślizgowych, które po prostu nazywamy slide’ami. Do tego ustawiając slalom z pachołków, możemy osoby mniej zaawansowane uczyć poprawnego timingu w skręcie slalomowym. Gdzie między tyczkami wychodzić w górę, gdzie zmieniać krawędź, którędy jechać. Osoby, które w zimę jeżdżą na twardej desce, dzięki specjalnym rękawicom mogą wykonywać skręty zbliżone do tych na śniegu i wprowadzać deski w lekki ześlizg. Po parunastu zjazdach i podjazdach czuć i widać, że to wszystko działa.

Pozostałe dwa treningi mają miejsce na pumptracku. Obecnie trenujemy tylko nad Wisłą, niedaleko Centrum Nauki Kopernik ale pierwszego czerwca zostaje otwarty Summer Camp na terenie Ogrodów Ulricha w Wola Parku. Będą tam m.in. modułowy pumptrack i Carver Wave, także na sto procent przynajmniej jeden z treningów w tygodniu przeniesiemy właśnie w to miejsce. Wracając do tematu. Na pumpie używamy mniejszych desek, Fishe udostępniły nam swoje cruisery każdego rozmiaru, a im mniejsza deska tym większe wyzwanie i zabawa.. Idealnie mieszczą się na rolerach i w bandach. Dzięki wyższemu zawieszeniu możemy zmieścić od spodu kamerkę i nic się nie stanie. Dla fanów klasycznych fishek mam dobrą wiadomość. Na nich też się da świetnie bawić na tego typu torach. Jak pisałem wcześniej. Nasze treningi na pumptracku są przede wszystkim alternatywą dla treningu snowboardcrossu, którego w Polsce trenować się praktycznie nie da. W całym sezonie budowany jest jeden tor na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, gdzie w sezonie 2017/2018 eliminacje do Oomów i same Oomy były tego samego dnia, gdzie eliminacje w slalomach i freestyle’u trwały cały sezon. Na asfalcie tak samo jak na śniegu ważna jest prędkość, którą zyskujemy dzięki poprawnego pompowania na rolerach. Przejechanie bandy dobrym torem utrzymuję albo i daje nam dodatkowego kopa. Dlatego po około trzydziestu przejazdach na treningu zaczynamy wiedzieć, kiedy nogi ugiąć, kiedy wyprostować, jak zadziałać górą ciała, żeby jeszcze przyspieszyć. Jeszcze jednym pozytywnym aspektem treningu na pumptracku jest znaczne zwiększanie wytrzymałości i siły kończyn dolnych.

Podsumowując, treningi na asfalcie zdają się bardzo korzystną alternatywą dla snowboardu. Młodzież robi duże postępy, techniczne jak u fizyczne, a nawet psychiczne. Dla niektórych pierwsze zjazdy z „twardej” górki były czymś przerażającym, a teraz wyginają się na deskach jak pantery! Z całego serca polecam ten rodzaj treningu, dla wspomnianej grupy wiekowej ale też dla starszych. Deska jest deską, a deski są super!

Zachęcam do obejrzenia naszego filmiku z początków treningów.