Jest parę minut po szesnastej czwartego dnia tygodnia. Powoli kończymy pakować busy i małymi kroczkami zbliżamy się do chwili wyjazdu. W ten weekend uderzamy do Czech, a dokładnie do miejscowości Dolni Morava, gdzie będziemy trenować na torze do snowboardcrossu z kadrą narodową tej właśnie konkurencji. Dojechaliśmy na miejsce z małą obsuwą czasową spowodowaną zakrzywieniem się czasoprzestrzeni w Częstochowie i bardzo starannie ukrytymi kantorami. Jednak udało się zdrowej i całej drużynie znaleźć się w łóżkach. Za oknem, wciąż pada deszcz ale jesteśmy dobrej myśli. Jutro cross!

          Pobudka. Śniadanko o ósmej, i po kilku chwilach jesteśmy ubrani i zbieramy się na stok. Po wyjściu na dwór, na naszych twarzach znajduje miejsce przysłowiowy „banan”. Wszędzie biało! Niektórym od razu zrobiło się lżej na sercu. Po chwili jesteśmy w już w drodze na stok, gdzie mamy się spotkać z trenerem Mariuszem Kuflem i jego podopiecznymi kadrowiczami. Teraz trzeba się tylko uzbroić, ustalić plan działania i jeździć, trenować, jeździć, trenować. Zawodnicy idą się rozjeżdżać, trenerzy ustawiają tyczki na trasie snowcrossu. Po pięciu przejazdach obok trasy, czas na kilka wskazówek co do jazdy  po crossie od trenera kadry i można jeździć. Trasa wyglądała następjąco: start, step down, wutang, wutang ze step downem, banda w prawo, banda w lewo, roller, banda w prawo, skocznia, banda w lewo, banda w prawo, skocznia, podwójny roller i jeszcze jeden podwójny roller. Ci, którzy nie jeździli wcześniej za dużo na tego typu trasach, zaczynali z drugiego rollera, gdyż pierwsza sekcja była dość wymagająca i trzeba było chwilę rozjazdu, aby się zabrać za nią w całości. Bardziej doświadczeni zawodnicy, którzy czuli się na siłach, atakowali przeszkody od razu, bez jakichkolwiek skrupułów. I jeździły dzieciaki, aż do wyczerpania bateryjek, a dawały z siebie wszystko, bo czuły na sobie wzrok kadrowiczów i co więcej, ich trenera. Poza tym, trzeba było ustosunkowywać się do uwag Mariusza. Prosto z treningu udaliśmy się do knajpki, gdzie rozkoszowaliśmy się pysznymi czeskimi potrawami. Czosnkowa polewka, smażony syr, knedliczki. Po prostu pycha. Dalej dzień przeleciał szybciutko, niektórzy odsypiali, niektórzy walczyli na poduszki, a niektórzy zajęli się sobą. Wieczorem kolacja, filmy ze stoku i Jaś Fasola, a potem kima. Trzeba się wyspać przed następnym dniem treningowym, a w nocy ma mrozić, więc będzie twardziej na torze. O tak!

IMG_3779

          Sobota. Lekka powtórka z rozrywki. Ósma śniadanie. Dziewiąta na stoku. Dwa, trzy przejazdy na rozgrzewkę obok crossa i jedziemy dalej. Prognoza się sprawdziła. W nocy było lekko na minusie, dzięki czemu tor był „twardszy”, niż poprzedniego dnia i na pewno szybszy. Niestety, obsługa stoku użyła ostatnich rollerów i hopki, żeby naśnieżyć stok. Nie przeszkodziło nam to w treningu. Dzieciaki Zasuwały góra, dół, góra, dół do czternastej trzydzieści, z małą przerwą na przegryzienie batonów. Tego dnia również trenowaliśmy z kadrą, lecz skończyli trochę wcześniej, by wrócić do domu o normalnej porze. Dzięki za wspólne dwa treningi! My zaś, na godzinę piętnastą mieliśmy zarezerwowane miejsca w knajpce, w której gościliśmy poprzedniego dnia. Wszyscy z zachwytem dalej eksplorowali czeską kuchnię. Po obiedzie był czas na krótką siestę. Mimo spędzonego czasu na trasie crossa młodzież tryskała energią. Walki na poduszki, tworzenie żelkowych talizmanów, lub koron z pomelo. Generalnie rzecz ujmując – niezły jazz. Wieczorem dokończyliśmy oglądać „Dobrego Dinozaura” i przetrząsnęliśmy youtube’a w poszukiwaniu filmików snowboardowych i rowerowych. Nikt nie chciał iść spać, bo niestety następnego dnia mieliśmy już wracać do domu.

          Prognoza pogody na niedzielę również się sprawdziła. Tym razem na nasze nieszczęście. Za oknem buro i ponuro. Do tego jeszcze padał deszcz! Nie zmniejszyło to zapału zawodników. W końcu był to ostatni dzień treningu na crossie i trzeba było wynieść z niego jak najwięcej. Pojawiliśmy się na stoku około dziewiątej. Szybki rozjazd i hop na trasę. Tego dnia dzieciaki ścigały się w parach, trójkach i czwórkach. Nikt nikomu nie odpuszczał. Oczywiście w granicach rozsądku i ducha fair-play. Warunki na trasie nie były łatwe. Miękki śnieg w którym nietrudno było się „zakopać” nie pomagał nikomu. Aczkolwiek, może się stać, że podobne warunki będziemy mieli za tydzień na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, więc może to i dobrze, że ta pogoda nas nie rozpieszczała?  W niedzielę jeździliśmy do trzynastej. Po stoku trzeba było szybko pojechać do pensjonatu, spakować się, umyć i ruszyć w drogę, zahaczając o naszą ulubioną knajpę. Tego dnia obiad był pod znakiem Kofoli i ciosneczkowej polewki. Z restauracji
wyjechaliśmy około szesnastej. Droga przebiegła bez problemów, mimo ciągłego deszczu. Przed jedenastą zameldowaliśmy się na parkingu naszego klubu, kończąc tym samym wyjazd. W końcu ktoś musi iść w poniedziałek do szkoły. Było super!

A oto krótka wideo-relacja z wyjazdu:

Trening snowboardcrossu – Dolni Morava 18.21.2016

Aleksander Kosacki

12651259_1313119905380080_2024693248255736398_n