Trochę niespodziewanie, nasza dotychczasowa działalność sportowa, została w bardzo miły sposób doceniona. I to doceniona przez Polską Fundację Olimpijską, działającą przy PKOL. Ich wiara w nasz sportowy potencjał i co za tym idzie ogromna pomoc finansowa, pozwoliła na zorganizowanie letniego zgrupowania na lodowcu w Alpach. Słowa podziękowania należą się też firmie Auto-Waś. Właściciele Fordów Transitów uważają, że to najlepszy warsztat Transita w kraju!  Mechanicy Pana Janka udowodnili, że znają się nie tylko na Transitach. Mój 10 letni Vito, po przeglądzie w Auto Waś przejechał, maksymalnie załadowany, 4000 km bez żadnych kłopotów. Dziękujemy!

Dalej, jak to mamy w zwyczaju, bez cenzury, piszą dwie trzynastolatki: Gabrysia i Zosia:

 

Podróż do Les Deux Alpes rozpoczęliśmy o godzinie 13.30 w Piątek, po drodze wstąpiliśmy jeszcze do polskiej biedronki, aby kupić trochę jedzenia, pakowanie i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy około 20 godzin, wiec dojechaliśmy około 13 następnego dnia. Podróż przebiegała spokojnie, a przy wjeżdżaniu po serpentynach było widać piękne widoki. Gabrysia Czapska

1 dzień, niedziela
W niedziele wstaliśmy o 7.50, aby przygotować śniadanie na ósmą. Tak jak zawsze na śniadanie zjedliśmy płatki z mlekiem i kilka kanapek. Były także wyznaczone dyżury do sprzątania . Ja z Tosią, a Zosia z Zosią. Po śniadaniu i szybkiej przebiórce w ciuchy snowboardowe, wszyscy byli gotowi do wyjścia z apartamentu i wjechania na lodowiec o wysokości 3600m.n.p.m. Ponieważ trener się złe czuł pierwszego dnia (zjadł stara szynkę), to zaproponował ze skoro nie idzie na stok, to może nas chociaż podwieźć. To nam pomogło ponieważ do kolejki mieliśmy około 10 minut drogi szybkim krokiem. Podeszliśmy pod kolejkę i sprawnie do niej weszliśmy. Podróż w gore zajęła nam około 25 minut, ale dzięki temu można było chwile odpocząć i podziwiać widoki. Po dojechaniu na gore odczuliśmy znaczna zmianę temperatury – oczywiście niższą niż na dole, a naszym oczom ukazały się zaśnieżone stoki. Szybko poszliśmy do miejsca zwanego PIC-NIC, aby dopiąć buty i się doubrać, a już chwile pózniej wjeżdżaliśmy głównym orczykiem na gore. Na stoku byliśmy do 12.30. Był to dzień typowo rozjazdowy, – przypomnienie sobie techniki i jej utrwalenie. Po zjechaniu w dół zjedliśmy spaghetti carbonara przygotowane przez naszych mistrzów kuchni, obejrzeliśmy kilka filmów i poszliśmy spać. Gabrysia Czapska.
2 dzień, poniedziałek:
Wstaliśmy rano, szybko zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na stok. Jazda zaczęła się świetnie. Niestety po paru zjazdach Gaba wywaliła się na nadgarstek i musiała skończyć  trening. Razem z Bartkiem pojechali do lekarza a pozostali jeździli dalej aż do zamknięcia wyciągu.
Po męczącym treningu zjedliśmy pyszny obiad, którym było spaghetti bolognese  już razem z Gabą i Bartkiem, którzy w miedzy czasie wrócili od lekarza z dobrymi wieściami – Gabie nic nie było.
Chwila siesty i  wyszliśmy na spacer. Naszym celem było pobliskie jeziorko. Poszliśmy tak dwiema drogami – Stasiek pojechał na deskorolce asfaltem, a pozostali poszli na piechotę trochę dłuższą drogą, ale za to z pięknymi widokami. Gdy dochodziliśmy na miejsce zadzwonił Olek, że jest ze Staśkiem u lekarza bo jazda na deskorolce skończyła się złamaniem obojczyka.

W  międzyczasie my doszliśmy do jeziora. Było piękne! Na środku była wysepka a na nią mostek, był też mały wodospad a wokoło góry.
Dzień zakończył się dobrze po za tymi dwoma incydentami. Zosia Błażewska.

3 dzień, wtorek:
We wtorek na śniadanie były bardzo dobre tosty francuskie. Na stok wyszliśmy o tej samej godzinie co zawsze. Podczas pobytu na stoku zaczął padać śnieg i zrobiło się znacznie chłodniej, a pod deskami robiło się coraz bardziej miękko. Po zjechaniu z lodowca, Ula  i Trener pojechali na rowery, a Olek zabrał nas na spacer po Les Deux Alpes. Wieczorem zjedliśmy szybką kolacje i niedługo pózniej poszliśmy spać. Gabrysia Czapska

4 dzień, środa:
Rano Bartek zawiózł Staśka na lotnisko a my poszliśmy jeździć.
W nocy musiało być zimno, bo był bardzo twardy śnieg, a poza tym dosyć mocno wiało. Było tak ślisko, że jak się wywaliło to zjeżdżało się parę metrów głową do dołu. Ale nic nie można było zrobić, trenowaliśmy  tak długo jak mogliśmy. Z drugiej strony nie ma  na co narzekać, bo kiedy inni męczyli się w upale na zatłoczonych plażach, my jeździliśmy na deskach. TO BYŁO SUPER!!!
Po treningu wróciliśmy i zjedliśmy obiad a potem poszliśmy na tor saneczkowy. Było super i wszyscy dobrze się bawili. Potem jeszcze na chwile poszliśmy na basen i wróciliśmy do domu.
Obejrzeliśmy film i położyliśmy się spać bo wszyscy byliśmy zmęczeni. Zosia Błażewska

5 dzień, czwartek:
W czwartek musieliśmy wstać trochę wcześniej, ponieważ był to dzień w którym pierwszy raz mieliśmy jeździć na tyczkach. Po wjechaniu na gore zaskoczyła nas wyjątkowo wysoka temperatura i mocno grzejące słońce. Szybko uwinelismy się z rozstawieniem slalomu i mogliśmy zaczynać jeździć. Początkowo trasa wydawała się dosyć ciężka, ale szybko się rozkręciliśmy, a zabawa zaczęła się na dobre. Tego dnia zostaliśmy na stoku dłużej niż działały wyciągi :-) . Po powrocie do domu szybko coś zjedliśmy, a po tym jak się nam ułożyło w brzuchu poszliśmy na golfa, saneczki i spacer. Mimo, ze słowo „saneczki” nie brzmi najlepiej to zabawa była super. Jeździliśmy na plastikowych wózeczkach na kolkach z gazem i hamulcem. Wjeżdżaliśmy na gore krzesełkiem, a potem przez około 2 minuty zjeżdżaliśmy w dół. I zjeżdżając i wjeżdzając widoki jak zawsze były piękne. Po powrocie do domu byliśmy zmęczeni, ale mimo to obejrzeliśmy film ze stoku, a pózniej poszliśmy spać. Gabrysia Czapska

6 dzień, piątek:
To był nasz ostatni dzień na śniegu! Szkoda, że czas tak szybko płynie jak robi się coś fajnego. L
Myślę że wszyscy byli z tego niezadowoleni, ale chcąc wykorzystać do końca czas na lodowcu poszliśmy jeździć.

Wjechaliśmy na 3600 m n.p.m., rozstawaliśmy slalom i zaczęliśmy jeździć. Zeszliśmy ze stoku około 13:00. Byliśmy bardzo zmęczeni i głodni. Bartek, Ula, Gaba, i Tosia pojechali na deskorolkach do sklepu. Chyba przygoda Staśka ich nic nie nauczyła bo jadąc Tosia się wywaliła i nabiła sobie guza na czole.
Po obiedzie poszliśmy ostatni raz na tor saneczkowy, a potem czekało nas wielkie sprzątanie. Musieliśmy wymyć całą podłogę, umyć wszystkie szyby i się spakować. Nie szło nam to bardzo szybko, bo wszyscy mieli świadomość tego, że kolejnego dnia wyruszamy. Zosia Błażewska

Tutaj krótka video-relacja z wyjazdu, zmontowana jak zawsze przez Olka:

 

Wielu moich zawodników poza snowboardem z powodzeniem uprawia inne sporty, Taką multidyscyplinarnie uzdolnioną osobą, jest Ula, która nie dość, że jest jedną z najlepszych polskich snowboardzistek, to jest członkiem Kadry Narodowej PZKOL w olimpijskiej konkurencji BMX Racing. Poniżej ciekawa relacja siedemnastoletniej dziewczyny, która naprawdę potrafi jeździć na rowerze. więcej czytaj na http://blog.mybike.pl/

PS.

Tydzień po powrocie ze zgrupowania w L2A, Ula Mendys została Mistrzynią Polski w olimpijskiej dyscyplinie kolarskiej BMX Racing

Współautorka relacji, Gabrysia Czapska obroniła tytuł z 2015 roku, zdobywając Mistrzostwo Polski w żeglarskiej klasie Optimist.

Gratulacje dziewczyny!!! Bartek Błażewski.

DCIM101GOPRO