Wyjazd do Pitztal był drugim naszym wyjazdem na lodowiec w tym roku. Tak samo jak w Les Deux Alpes przeżyliśmy wspaniałe chwile na śniegu i w pełnym słońcu. Pod spodem krótka relacja z wyjazdu do Austrii naszego snowboard teamu. Miłego czytania!

Niedziela 04.12.

Rzadko nam się to zdarza ale tym razem trzeba było. W drogę do Austrii ruszyliśmy niedługo po szóstej rano. I tym razem nie mieliśmy żadnych przygód, które mogły nam w jakimś stopniu przeszkodzić w dostaniu się na miejsce. Tego samego dnia wieczorem  zameldowaliśmy się w naszym domku, gdzie mieliśmy spędzić następne pięć dni. Szybka szamka, ogarniamy deski, kąpiemy się i idziemy spać. Jutro będziemy jeździć na lodowcu!!

Poniedziałek 05.12.

Dziś robimy dzień rozjazdu, więc nie musimy się tak bardzo spieszyć. Wyciągi działają do 16, więc zdążymy się wyjeździć. Śniadanie organizują Julka z Przemkiem. Przebieramy się, pakujemy do busów i jedziemy do stacji. Jedziemy na lodowiec!! Po kilku piosenkach meldujemy się pod stacją kreta, którym wyjeżdżamy na wysokość ponad 2800m. Dzielimy się na dwie grupki. Bartek zabiera młodszych zawodników, ja starszych i jedziemy zwiedzać trasy lodowca. Wysokość daje się nam we znaki.Po  paru skrętach czujemy się, jakbyśmy właśnie przejechali poł góry. Oj, będzie porządny trening. Po kilu godzinkach robimy sobie małą przerwę w cieplutkim barze. Nie wspomniałem wcześniej ale na niebie nie ma żadnej chmury. Tylko błękit nieba, słońce i góry. Jest bosko, jest przecudnie! Jesteśmy na lodowcu!! Po przerwie idziemy zrobić jeszcze parę przejazdów i wsiadamy do kreta, by wrócić na parking, skąd pojedziemy do naszej chatki, zrobimy obiad, rozciągniemy się, porobimy trochę przy sprzęcie. Do tego jeszcze zjemy później kolację, kto musi ten odrobi jakieś prace domowe, weźmiemy gorące prysznice i pójdziemy spać. Jeździliśmy na LODOWCU!!!!!IMG_8674

Wtorek 06.12.

Drugiego dnia, śniadaniem uraczyli nas, Gabryś z Mikołajem T. Wszystko smakowało idealnie, a i porządek został po wszystkim. Ubrani i zebrani pojechaliśmy na… LODOWIEC!!!! Miał być to piękny dzień, bo mieliśmy stawiać slalom, a nawet giganta. Cel był jeden przejechać jak najwięcej przed przerwą i po przerwie. Jedyną niedogodnością było to, że orczyk miał około dwóch kilometrów, więc jeden cykl przejazdowy trwał sporo czasu. Z jednej strony było to smutne, lecz z drugiej mieliśmy czas na odpoczynek po przejeździe, a wierzcie mi. Na trzech tysiącach metrów, zmęczenie pojawiało się o wiele szybciej i starało się nas rozłożyć na łopatki. Po przerwie, podzieliliśmy się na dwie grupki. Tych co mają jeszcze siłę i tych drugich. My zostaliśmy jeszcze na dwa przejazdy na slalomie, a reszta pojechała trochę wcześniej na hacjendę. Popołudnie minęło praktycznie tak samo. Obiad, lekcje, sprzęt. Dodatkowo zrobiliśmy wideo-analizę. Następny dzień minął w cudownym nastroju i super atmosferze. To był drugi dzień jeżdżenia na LODOWCU!!IMG_8660

Środa 07.12.

Tak zwani dyżurni, którzy przygotowywali śniadanie dla wszystkich mieli dodatkowo za zadanie posprzątać po obiedzie i wcześniej wspomnianym śniadaniu, lecz tylko rzeczy ogólne. Swoje talerze i szklanki, i co tam jeszcze każdy musiał ‘’ogarniać’’ po sobie. Trzeciego dnia, wybrańcami zostali Zosia B. i Mikołaj D. Tak jak ich poprzednicy, spisali się znakomicie w każdej porze dnia. Tego dnia znowu ustawiliśmy z giganta, z małym problemem technicznym ale wszystko dało radę. Oczywiście znowu musiało nie być żadnej chmurki na niebie… Jednak jesteśmy twardzi i daliśmy sobie z tym radę. Mówi się, że trzeciego dnia na wyjazdach występuje kryzys. Nas to chyba nie do końca dotyczyło, bo tego dnia wróciliśmy najpóźniej do domu. Zjedliśmy pyszne spaghetti bolognese. Nasi kochani wegetarianie przygotowali sobie odmianę z toffu, która aż wstyd mi przyznać była równie pyszna. Po uczcie znowu był czas na lekcje, smarowanie i ostrzenie desek. Jakieś heheszki, głupawki, śmieszki i inne takie. Znów nam się dzień udał i znów jeździliśmy na LODOWCU!IMG_5565

Czwartek.08.12.

W czwartek troszkę zaczął człowiekowi się zaczęło smutno robić, bo wiedział, że już bliżej końca niż początku. Niestety nic na to nie poradzimy, więc spotkaliśmy się przy stole zastawionym przez Zosię Cz. i Tosię i jajecznicy zrobionej przez Rolanda. Jak co dzień z głośników wypływała pobudzająca do działania muzyka. I znowu jesteśmy na LODOWCU! Jeszcze jedną  wspaniałą rzeczą, jaką można było zaobserwować  w Austrii jest sport dla niepełnosprawnych. Zawodnicy jeżdżący na jednej nodze, na „wózkach” z płozą (mono-ski), niewidomi lub niedowidzący, dzieci z różnego rodzaju porażeniami. Ciężko jest opisać wrażenie jakie zrobili na nas Ci ludzie. Oni są po prostu niesamowici.  Kiedy oni skończyli już trening, my zrobiliśmy przerwę, żeby po niej docisnąć jeszcze dwa przejazdy. Niestety widać było już zmęczenie, backside’y puszczały, frontside’y z resztą też. Czas było jechać do domu na obiad, nietypową carbonarę na mleku. Okazało się, że taką też można zrobić i nawet zjeść ze smakiem. I znowu to samo, deski, matematyka, rozciąganie, wideo-analiza, kolacja, spanie. Jutro ostatni dzień jeżdżenia na LODOWCU!

IMG_5563

 

Piątek.09.12.

Ostatni dzień. Trochę smutek. Dyżurnymi byli Cyryl i Roland. Zjedliśmy sobie śniadanie. Spakowaliśmy się. Zostawiliśmy rzeczy w garażu. Pojechaliśmy na ostatni trening na LODOWCU w tym roku. Trasę tym razem mieliśmy po drugiej stronie wyciągu, bo na poprzedniej rozgrywały się zawody dla niepełnosprawnych. Mieliśmy tam jednego reprezentanta – Bartosza Mrożka. Tego dnia znowu było słońce ale przyszedł silny wiatr, który nieco nam przeszkadzał. Zakończyliśmy jazdę bez robienia przerwy. W końcu trzeba jechać się przebrać i w drogę. Spod kreta toczyliśmy się już na pełnej rezerwie ale na szczęście wszystko się udało. Przed całkowitym odjazdem, pojechaliśmy do sklepu kupić sobie „przysmaki” na drogę i do domu. Z żalem i smutkiem musimy powiedzieć: Żegnaj LODOWCU!IMG_8652

Epilog

Po załatwionych wszystkich sprawach w mieście Wenns, dwa busy, jeden w kolorze oceanicznych głębin, drugi srebrny jak skrzydła aniołów ruszyły w kierunku krainy ojców swych panów. Po  drodze musiały jednak zstąpić ze ścieżki, by odpocząć  u Złotego Jelenia. Nazajutrz, po nocy przespanej i  śniadaniu spożytym udały się w dalszą drogę. Wiele godzin dane im było przebyć, by zobaczyć cel. Parking przed gmachem siedziby rycerzy o biało-czerwonych tarczach. Na ich powitanie przybyli członkowie zakonu, by odebrać najdrogocenniejsze ich skarby, strzeżone wcześniej przez dwa owe busy i ich powożących. Wyprawa zakończyła się w pełni sukcesem i satysfakcją. Wkrótce busy znowu ożyją i ruszą ku następnej przygodzie…

W nagrodę za przejście przez labirynt słów oto wideo-relacja dla Ciebie Odkrywco! Miłego oglądania!

 

Aleksander Kosacki

12651259_1313119905380080_2024693248255736398_n (1)